A może byśmy tak, najmilsi, wpadli na kawę do Triestu? Z centrum Polski to tysiąc kilometrów, w większości autostradą. Wyjeżdżając wcześnie rano, w słoneczne popołudnie moglibyśmy wypić ponoć najlepszą kawę we Włoszech. W którejś z legendarnych kawiarni lub na największym w Europie placu z widokiem na morze. 

O tym, że najlepszą kawę na południu Europy wypiję w Trieście, usłyszałam kilka lat temu, będąc w… Chorwacji. Opowiedziała mi o tym właścicielka domu, w którym wtedy mieszkałam. Milica, mając za męża Włocha, wiele lat spędziła w sąsiedniej Italii i we wszelkich sprawach włoskich była doskonale poinformowana. Twierdziła, że tajemnica wyjątkowego smaku kryje się w tamtejszej wodzie.

Wydawało mi się, że dowiedziałam się czegoś niezwykłego – od kogoś kto zjeździł Włochy wzdłuż i wszerz i mieszkał w różnych regionach tego kraju. Dopiero planując wyjazd do Triestu – właśnie na tę najlepszą kawę – odkryłam, że pisze się o tym niemal we wszystkich przewodnikach. Wręcz nazywa się Triest miastem kawy. A spożycie tego napoju sięga tam półtora tysiąca filiżanek rocznie w przeliczeniu na mieszkańca – czyli ponad cztery kawy dziennie. To ponoć dwa razy więcej niż pija się w innych częściach Włoch. Co więcej, Triest kawowym eldorado był już w XIX w.  Na dużą skalę działali tu importerzy kawy, palarnie i sklepy kawowe. W 1904 zainaugurowano w Trieście Giełdę Kawy. W porcie oddychało się ponoć powietrzem przesyconym aromatem kawy – obecnie przez Triest trafia do Włoch prawie 30% zielonej kawy sprowadzanej na Półwysep Apeniński. 

Do dziś działa też w Trieście wiele kawiarni pamiętających dawne czasy. Jeśli do nich wejdziecie, skojarzenie z kawiarniami wiedeńskimi, praskimi czy budapesztańskimi będzie zupełnie uprawnione. Triest to przecież dawne Austro-Węgry. Ślady habsburskich korzeni odnajdziecie chociażby w Caffè Tommaseo (1830), Caffé degli Specchi (1839), Caffè Stella Polare (1867), Caffè Tergesteo (1863) czy Caffè San Marco (1914). Ta ostatnia doczekała się nawet swojego literackiego portretu w książce  „Makrokosmosy” Claudio Magrisa:

San Marco, peryferia historii, to prawdziwa Kawiarnia, wyróżniająca się konserwatywną wiernością i liberalnym pluralizmem swoich bywalców. Pseudokawiarniami są te, w których koczuje jedno plemię, nieważne, czy eleganckich dam, dobrze zapowiadających się młodzieńców, alternatywnych ugrupowań czy nowoczesnych intelektualistów. (…) W San Marco triumfuje krwista i pełna życia różnorodność. Stare wilki morskie, studenci szykujący się do egzaminów i obmyślający miłosne strategie, szachiści obojętni na wszystko wokół, niemieccy turyści zaciekawienie tabliczkami, które upamiętniają wielkie i małe sławy literackie, siadujące niegdyś przy tych stolikach, milczący czytelnicy gazet, wesołe kompanie mające słabość do bawarskiego piwa albo verduzza, czerstwi starcy ubolewający nad upadkiem obyczajów, przemądrzali kontestatorzy, niezrozumiani geniusze, jakiś durny yuppie, korki strzelające na wiwat…

Kawa i literatura to związek doskonały i nierozerwalny. Również w Trieście. Tamtejsze kawiarniane stoliki wycierały między innym łokcie Stendhala i Joyca. Jeśli natkniecie się na pomnik Irlandczyka, nie zdziwcie się – spędził tu 12 lat, napisał parę książek i zaczął pracę nad „Ulissesem” (możecie wybrać się nawet na wędrówkę jego śladem, bo mieszkał pod paroma adresami ). I może to właśnie duch literatury sprawił, że mieszkańcy Triestu stworzyli własny język kawowy. Takie na przykład espresso to tutaj caffè nero. Innych nie podaję, bo nie chcę Wam psuć ewentualnej zabawy. Powiem tylko, że nazwa może dodatkowo być różna w zależności od naczynia, w którym kawa jest zaserwowana. W Trieście popularne jest też, nieznane gdzie indziej, caffè gocciato: espresso dopełnione wodą, podawane z mleczną pianką w stosunkowo dużej szklance.

Wszystko to brzmi na skomplikowane, ale łatwo staniecie się ekspertami. W biurze informacji turystycznej można kupić za 3 euro karnet „Trieste in tazzina” („Triest w filiżance”), który zawiera 6 kuponów na kawę do zrealizowania w wybranych, tych najbardziej znanych kawiarniach. Voucher wzbogacono o rysunkowy słowniczek nazw kawowych i kawową pocztówkę. Triestańczycy polecają też trasę spacerową inspirowaną kawowymi tradycjami miasta. I zapewniają, że tu kawę pije się inaczej niż w innych częściach Włoch – wolniej, z większą świadomością jej gatunku, rodzaju i pochodzenia. A status najważniejszego włoskiego portu kawowego daje im dostęp do najświeższej i najlepszej kawy. No i ta najlepsza, zdaniem Milicy, woda…

W pandemii trudno będzie to sprawdzić. Ale od czego są książki? Chwytajcie za „Zbrodnię i kawę” (Veit Heinichen), a po chwili będziecie w Trieście, gdzie właśnie wyłowiono z zatoki ciało mężczyzny, a z renomowanej palarni kawy ktoś ukradł worek najdroższego ziarna na świecie. Do takiej lektury potrzebne będzie duuużo kawy, najlepiej we włoskim stylu.

Bawcie się dobrze!

Przydatne albo ciekawe? Będzie mi miło, jeśli podasz tekst dalej. Dziękuję!