Najbardziej niedoszacowany koszt otworzenia kawiarni

TO rozkłada wiele biznesów kawiarnianych. Poznaj koszt otworzenia własnej kawiarni, którego większość ludzi nie jest świadoma. A to on decyduje o przetrwaniu kawiarni przez pierwsze, najtrudniejsze miesiące.

Kiedy myślisz o otworzeniu kawiarni, to jakie duże koszty przychodzą Ci do głowy? Na co musisz zabezpieczyć pieniądze, żeby w ogóle wystartować?

Wiadomo, remont i wyposażenie!

Większość ludzi wskazuje koszt remontu lub dostosowania lokalu do potrzeb kawiarni. No i koszt wyposażenia: zaplecza kuchennego, baru, części dla gości. Oczywiście ekspres – choć niektórzy myślą, że można tego kosztu uniknąć, dostając go od dostawcy kawy (o czym w artykule „O pożytkach z wiedzy”). Osoby z choćby minimalnym doświadczeniem w gastronomii wskazują jeszcze koszt zakupu pierwszej partii towaru, bo wbrew pozorom to też może być całkiem konkretny wydatek.

Załóżmy, że na remont przeznaczymy 50 tys. zł, na wyposażenie drugie tyle. Na ekspres, młynek i pozostałe akcesoria kawowe 20-30 tys. zł (choć równie dobrze może to być zarówno 10 tys. zł, jak i 70 tys. zł). Wydaje się nam więc, że jeśli zgromadziliśmy lub pożyczyliśmy 120-130 tys. zł, to wreszcie możemy rzucić pracę i zostać szczęśliwymi posiadaczami kawiarni.

Załóżmy, że nasz kosztorys remontowy był realny i skonsultowany ze specjalistami. I nawet znaliśmy wymogi Sanepidu i nie zaskoczyła nas liczba wymaganych zlewów i umywalek. Ba, wiedzieliśmy również o tym, jak ważna jest sprawna wentylacja i ile może kosztować. Możemy więc czuć się szczęściarzami, jeśli nasz pierwotny kosztorys budowlano-remontowy był niedoszacowany tylko w kilku procentach – a my mieliśmy jeszcze te dodatkowe 4-5 tysiący rezerwy. Ci, którzy mieli mniej szczęścia, ten etap inwestycji kończą z dodatkowo wydanymi 10-15 tysiącami złotych.

Załóżmy, że znaliśmy ceny sprzętów gastronomicznych i nie było dla nas niemiłą niespodzianką, że lodówka może kosztować trzy razy więcej niż ta, którą kupowaliśmy rok temu do domu. A zwykła zmywarka nie ma funkcji wyparzania, niezbędnej w gastronomii, więc i tu czeka nas wyższy wydatek. Oczywiście, możemy kupować zwykłe sprzęty AGD, tylko pamiętajmy, że to najczęściej pozorna oszczędność. Mało kto wie, że w przypadku używania sprzętów domowych w celach gastronomicznych, z miejsca tracimy prawo do gwarancji – nieważne jak intensywnie je użytkujemy, liczy się fakt kupienia ich na fakturę. Ale to nie jedyne ryzyko. Lodówka otwierana w domu kilka razy dziennie, w kawiarni będzie otwierana kilka razy na godzinę. Zdziwisz się więc, jak szybko oderwą się drzwiczki albo boczna półka. Dlatego sprzęty gastronomiczne tyle kosztują. Jeśli tego nie wiedzieliśmy pierwotny kosztorys wzrośnie o dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy.

Załóżmy, że zanim zrobiliśmy kosztorys inwestycji, wiedzieliśmy już z grubsza, jakie chcemy serwować menu. Dzięki temu do kosztu całości wliczyliśmy już te wszystkie gofrownice, blendery, malaksery, wyciskarki do soków. No może zapomnieliśmy o jednej, czy dwóch rzeczach. Ale ten tysiąc, czy dwa, to już są grosze, prawda? Najwyżej później się dokupi.

Może się więc okazać, że jeszcze nie skończyłeś inwestycji, a już musiałeś dołożyć kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy. Ale znów załóżmy, że byłeś dobrze przygotowany i początkowa kwota wzrosła tylko o kilka tysięcy. Super, jeśli je miałeś.

To ruszamy!

Teraz już z górki, prawda? Wprawdzie wiesz, że przez pierwsze miesiące nie będziesz jeszcze zarabiał tyle, ile na etacie, ale jesteś dobrej myśli. Kwestia dwóch, trzech miesięcy. Na to też masz odłożone pieniądze. Przecież dasz radę przeżyć za 2 tysiące, a masz jeszcze ponad dychę na koncie. A nie, mniej, bo remont przecież więcej kosztował.

A nie, jeszcze mniej! Bo musiałeś zapłacić kaucję za wynajmowany lokal. A jeszcze remont się wydłużył i właściciel nie zgodził się, żebyś kolejny miesiąc płacił obniżony czynsz. A może okazało się, że za cały czas remontu musisz płacić pełną stawkę – wtedy koszty drastycznie rosną (jeśli np. wynajmujesz lokal za 6 tys. zł, a remont trwa 3 miesiące). Kaucja i czynsz za czas remontu też poszły z oszczędności. Ale luz, zostały jeszcze 4 tysiące. Zepniesz się i dasz radę.

I wtedy wchodzi TO!

Byłeś przygotowany, że na początku nie będziesz zarabiać. Dwa, trzy miesiące. W najgorszym razie pół roku. Ale nie byłeś przygotowany, że BĘDZIESZ DOKŁADAĆ.

Bo podczas odbioru Sanepidu okazało się, że coś jeszcze musisz zmienić w lokalu. Bo początkowo nie zarobisz nawet na czynsz. Bo okaże się, że jednak trzeba kogoś zatrudnić – choćby na parę godzin w tygodniu. Bo jednak chcesz mieć profesjonalne logo i ładnie wydrukowane menu. Bo jak zaczynasz, to za większość dostaw musisz zapłacić z góry. Bo zbliża się lato, więc potrzebujesz mebli do ogródka. Bo ZUS, bo księgowość, bo kasa fiskalna, bo system sprzedażowy, prąd. Bo coś się zepsuło. Bo chcesz zmienić menu i jednak potrzebujesz tego miksera planetarnego. Bo filiżanek masz za mało albo kupiłeś w złym rozmiarze. No i słyszysz krytyczne uwagi o swojej kawie, więc przydałoby się też jakieś szkolenie baristyczne.

W zależności od tego, ile zatrudniasz osób i jak drogi masz lokal, czy płacisz pełny ZUS, czy wziąłeś coś w leasing, to może być nawet kilkanaście tysięcy miesięcznie. Jeśli osobiście pracujesz za barem i nie masz rozbudowanej kuchni, to mogą być kwoty rzędu 2-4 tys. zł miesięcznie. Przemnóż to sobie przez 6-7 miesięcy.

A tymczasem gości mało, przez większość dnia nic się nie dzieje. Większość jedzenia wyrzucasz. Kawa w młynku wietrzeje. Mleko sojowe się psuje. Na ciasto już nie możesz patrzeć, bo zjadasz codziennie pół blachy. Zaczynasz się naprawdę martwić, więc inwestujesz ostatni grosz w reklamę na Facebooku, profesjonalną sesję zdjęciową. Ogłaszasz milion promocji, które w zasadzie pozbawiają Cię marży. Pożyczasz pieniądze od znajomych.

Sytuacja powoli się poprawia, gości jakby więcej, ale nie na tyle, żeby zatrzymać spiralę długów. Kiedy więć zaczyna być lepiej, zamykasz kawiarnię. Przekroczyłeś już wszystkie limity, a nie chcesz skończyć w Anglii na zmywaku, żeby spłacić bank, rodzinę i przyjaciół. Wysprzedajesz co się da i wychodzisz bez strat. A włożone w biznes 130 tysięcy, stopniało do 50 tys. zł. Chyba że większość poszła w remont, więc nie wyjmiesz tych pieniędzy z podłóg i ścian. A nie masz już czasu poszukać innego najemcy i odsprzedać mu biznes, w ten sposób odzyskując nakłady na remont. Nie masz czasu, bo każdy dodatkowy miesiąc to kilka tysięcy, których już dawno nie masz. Wtedy kończysz kilkumiesięczną przygodę z kawiarnią bez oszczędności i co gorsza, z poczuciem wstydu i mocno nadwątloną wiarą w swoje możliwości.

Czy musi tak być?

Oczywiście, że nie. Tylko musisz koszt tych pierwszych kilku miesięcy uwzględnić w swoim startowym biznesplanie. I nie płakać nad tymi pozornie „przepalonymi” pieniędzmi, nie traktować tego jako przejaw własnej nieudolności – to po prostu taki sam koszt wejścia w biznes jak remont czy zakup mebli. Załóż, że przez pół roku nie tylko nie będziesz zarabiać, ale będziesz również dokładać – najbezpieczniej policzyć wszystkie koszty bieżącej działalności i przyjąć, że przychodów w ogóle nie będzie. Oczywiście, jakieś będą. Ale niech stanowią miłe zaskoczenie, a nie warunek przetrwania. Niech będą dodatkową poduszką na nieprzewidziane wydatki. Zwłaszcza, że doświadczenia niektórych naszych kursantów wskazują, że na ugruntowanie płynności finansowej czekali dłużej niż pół roku – od 8 do 12 miesięcy.

Oznacza to, że do kosztów startowej inwestycji musisz doliczyć jeszcze kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy. Czasem może się okazać, że to dodatkowe 30-40%. Dopiero widząc całą kwotę, zdecyduj, czy Cię na to stać i czy na pewno ten rodzaj biznesu chcesz prowadzić. Bo właśnie te 30-40% rozwala ludziom marzenie o własnej kawiarni. Nie wiedzieli o nich, nie uwzględnili w kalkulacjach i w wysokości budżetu. I to ich pogrążyło finansowo. Z tego powodu zrezygnowali z biznesu po 3-4 miesiącach, tracąc bardzo duże pieniądze i szansę sprawdzenia swojego pomysłu. Tylko dlatego, że nie mieli wystarczającego zabezpieczenia, żeby przeczekać ten najtrudniejszy czas. Oczywiście, nigdy nie wiadomo, czy za pół roku byłoby lepiej. Czasem jak najszybsze wycofanie się z inwestycji jest rozsądnym ruchem. Ale w przypadku kawiarni nie należy liczyć, że po 2 miesiącach będzie przynosiła zyski. Takie rzeczy się po prostu nie dzieją.

Skomentuj